arrowNasze podróże arrow Nasze podróże arrow Wenezuela Polski | English


 
Menu Główne
Nasze podróże
Słowo wstępu
Foto Blog
Katalog zdjęć Katalog zdjęć
Wygaszacz i tapety
----------------------
My w mediach
Nasza oferta
Kontakt
Linki
Reklama
Sklep Rowerowy SZUMGUM - częœci i akcesoria rowerowe :: Sklepy Rowerowe
Wenezuela

ImageInny sposób polowania wybrała łac.Heliamphora nutans dzbanecznik który przez atrakcyjny kształt ‘zaprasza’ nieuważne owady do odwiedzin. Zwabiony owad siada na brzegu dzbanka ...ślizg i wpada do wnętrza. Gdzie oczywiście powoli (w tempie iście roślinnym) osobnik jest trawiony. Jeszcze ciekawszy sposób na owady mają bromelie ale jeśli chcecie dowiedzieć jaki to sposób proponuje obejrzeć 6 odcinek dokumentalnego filmu „Private Life of Plants” gdzie David Attenborough jest z wizytą właśnie na Roraimie.
Zdjęcie: Dzbanecznik łac.Heliamphora nutans


ImageOprócz ciekawej roślinności napotkaliśmy niecodzienny przykład tutejszej fauny – czarną żabę z gatunku łac.Oreophrynella quelchii.
Zdjęcie: Żaba z gatunku łac.Oreophrynella quelchii

Image Zupełnie inną atrakcją są miejsca związane z działalnością długotrwałej erozji. Cały teren pocięty jest przez liczne kaniony, dolinki w wielu miejscach wystają przedziwnych kształtów skalne obeliski czy grzyby.
Zdjęcie: Skalne formy na Roraimie

ImageNietypowy krajobraz można zobaczyć w miejscu o nazwie jaccuzi – grupa małych stawów z krystalicznie czystą wodą.
Zdjęcie: Miejsce zwane Jaccuzi

ImagePo dwóch dniach odwrót schodzimy do Paraitepui. Podchodziliśmy 3 dni natomiast zejście zajęło nam 2. W trakcie noclegu nad rzeka Kukanan udaje się nawiązać kontakt z przedstawicielami narodu Germańskiego co zaowocowało darmowym transportem z Paraitepui do San Francisco. Teraz złego słowa o Niemcach nie mogę powiedzieć...oszczędzili nam 30km marszu po drodze.
Zdjęcie: Jaccuzi

ImageSan Francisco jesteśmy po raz drugi, tym razem jest ciekawiej. Wieczorem cała ludność wioski wyległa z chat. Część gra zawzięcie w piłkę nożną , część stoi przy sklepach z pamiątkami. Jest to wyśmienita okazja, żeby popstrykać zdjęcia życia indian Piemon.
Zdjęcie: Dziecko z plemiona Pemon

ImagePóźnym wieczorem łapiemy autobus i zaczynamy swoją podróż w wenezuelskie Andy. Jest to podróż przez duże P, autobusem jedziemy 36h. Podróż jest w większości komfortowa, no może oprócz 10h odcinka gdzie jechaliśmy autobusem pamiętającym czasy prosperity Wenezueli w latach 70tych.
Zdjęcie: Knajpa w regionie Los Llanos

Image W autobusie funkcjonowała klimatyzacja oparata o okna a Pan kierowca regularnie przeprowadzał przeglądy pojazdu na każdym postoju (wymiana płynów chłodniczych, oleju czy też dokręcanie koła). Taka jazda ma swoje uroki – było wiele okazji żeby zrobić zdjęcia pasażerom jak również mieściną przez które jechaliśmy.
Zdjęcie: W autobusie do Valenci

ImagePo 36h jesteśmy w Meridzie które są drzwiami do kolejnego celu wyjazdu wenezuelskich Andów. W Meridzie robimy dzień rekreacyjny, żeby zrobić porządek z naszymi rzeczami. Wnętrze mojego plecaka po Roraimie wygląda jak jedno wielkie bagno – wilgotno, dużo błota i jeszcze śmierdzi. Skrupulatnie wykorzystujemy przerwę żeby zjeść coś normalnego (znaczy coś co nie jest zupką chińską).
Zdjęcie: Centrum Meridy

ImageNastępne dzień następne wyzwania. Z Meridy taksówka do Tabay tu może dodam, że paliwo w Wenezueli jest chyba najtańsze na świecie przez co podróż taksówka nie jest symbolem luksusu. Miasto Tabay niewielka mieścina u podnóża gór, tu czekamy transport (czytaj jeep) który dowozi nas do bramy parku.
Zdjęcie: Mieszkaniec Tabay

ImagePrzez 20min próbujemy dogadać się z pracownikiem parku on ani słowa nie zna po angielsku a nasza znajomość hiszpańskiego jest na poziomie ‘un poco’. Wiele machamy rękami i w końcu okazuje się, że trzeba coś zapłacić , dodatkowo kupujemy graniówkę regionu który mamy odwiedzić. Pierwszego dnia dochodzimy do Lagun’y Verde na 3000 m.n.p.m. Chcemy żeby aklimatyzacja przebiegała powoli. Laguna nie jest może piękna natomiast bardzo ciekawe było podejście bo prowadziło przez las deszczowy. Zaskoczyło mnie to, że piętro lasu deszczowego zakończyło się dopiero na wysokości laguny, w sumie jesteśmy dość blisko równika tak więc klimat w górach jest również bardziej łagodny.
Zdjęcie: W drodze do Laguny Coromoto

ImagePod wieczór pogoda się psuje. Zaczyna kropić, co gorsze wyższe partie gór nikną w chmurach. Po wielu gorących dyskusjach podjęta zostaje decyzja, że następnego dnia podchodzimy do Laguny Verde bez plecaków i tak zrobiliśmy. Po 4h podchodzenia byliśmy na 4000 m.n.p.m. Niestety pogoda nie pozwalała nacieszyć się widokiem stawu..wiało padało a do domu daleko.. Pośpiesznie zeszliśmy do naszego namioty.
Zdjęcie: Laguna Verde

ImageNastępnego dnia ponowny atak (chociaż mało co nie zeszliśmy do Tabay). Tym razem pogoda była znacznie lepsza. Znowu 4h godziny podejścia i jesteśmy przy Lagunie Verde nastepne 2h i docieramy do Laguny Coromoto gdzie rozbijamy namiot. Słońce powoli zachodzi i już czujemy, że nocą może być zimno. Wielokrotnie w rozmowie z Marcinem utwierdzamy się, że zimno nie będzie , niby jesteśmy na 4200 no ale to przecież Wenezuela.
Zdjęcie: Roślina Espeletia

ImageJednak zimno było, menażkę która stała przed namiotem skuł lód. Składamy namiot i znowu podejście. Tym razem cel jest jasno określony chcemy dojść w ciągu jednego dnia do stacji kolejki która jest przy Pico Boliwar. Swoją drogą ta stacja jest najwyżej położoną stacją kolejki linowej na świecie – 4700 m.n.p.m. Życie okazuje się okrutne, oczywista trasa na mapie w przewodniku okazuje się mniej oczywista w rzeczywistości
Zdjęcie: Nocleg koło laguny Suero

ImageW poszukiwaniu drogi kluczyliśmy około godziny, droga zagmatwana, z wszystkich stron przepaście a my bez ostatniego namaszczenia. Nie mając zbyt wiele wolnego czasu decydujemy się zejść na dół. Porażka? Nie do końca bez przewodnika dotarliśmy na 4500 czyli ja i Marcin pobiliśmy nowy rekord wysokości (i to nic, że mój poprzedni rekord 4200m.n.p.m pobiłem jadąc w samochodzie :)
Zdjęcie: Widok z drogi na grań z Laguny Coromoto

ImageDzień chylił się ku końcowi a my dalej szliśmy. Po 12h marszu udało się zejść ponownie do Tabay. Nocleg w szemranym hotelu w Tabay i znowu jazda autobusem tym razem do Parku Narodowego Morrocoy leżącego nad brzegiem morza karaibskiego. Chyba jechaliśmy poniżej 15h ponieważ czas podróży minął bardzo szybko
Zdjęcie: Katedra w Meridzie

ImagePo drodze mijaliśmy wiele atrakcji, można było zobaczyć jak radzą sobie rośliny w różnych sytuacjach klimatycznych jak wygląda biedna Wenezuelska wieś a wieczorem mieliśmy okazje zasmakować nocnego życia Walencji.
Zdjęcie: Trawa na przewodach elektrycznych

ImagePod pojęciem „życie nocne” bynajmniej nie kryje się wypad na lokalną dyskotekę ale szukanie hotelu w najmniej prestiżowej dzielnicy Walencji. Z całą pewnością hotel też nie należał do klasy luksusowej. Do dyspozycji mieliśmy jedno łóżko, prowizoryczny kibel przedzielony od pokoju niskim murkiem. Ten minimalizm nas urzekł, dodam tylko że w pokoju nie było szafek i co ważne można było wynająć pokój na godziny. Rozumiecie coś z tego J Hotel był taki sobie ale odnowiony kościół stojący przy placu (i tu domyślam się, że imienia Bolivara bo wszystko co naj.. w Wenezuli to musi mieć nazwe Boliwar) wyglądał ładnie. Ludzie byli też przyjaźni, nawet jedna Pani pomogła mi obsłużyć bankomat i przy okazji nikt nie odebrał mi siłą karty. Mogę powiedzieć, że bałem się na początku wenezuelskiej nacji jednak z całym przekonaniem mogę teraz napisać, że niepotrzebnie.
Zdjęcie: Katedra w Valenci

ImageNastępne 4h i jesteśmy w Tucacas. Niewielkiej mieścinie leżącej nad morzem. Miasto wizualnie nie było atrakcyjne – żadnych zabytków. Jednak życie ulicy było na tyle ciekawe że zrobiłem wielu fotek. Zdjęcie: Dzieci Tucacas

ImageTak jak napisałem wyżej Tucacas nie jest miastem które odwiedza się dla zabytków, natomiast jest doskonałym miejscem wypadowym do Parku Narodowego Morrocoy.
Zdjęcie: Plaża w Tucacas

ImagePark ten składa się z kilkudziesięciu wysp otoczonych czasami rafą i w większości porośniętych lasem namorzynowym.
Zdjęcie: Na plaży w Tucacas

ImageWycieczka warta polecenia, nie są to może wyspy Pacyfiku jednak i tak warto.
Zdjęcie: Wyspa w PN Morrocoy

ImagePo powrocie do Tucacas urządziliśmy uroczyste zamknięcie wyjazdu – sprowadziliśmy to do degustacji lokalnego Rumu z Colą
Zdjęcie: Plaża PN Morrocoy

ImageJako, że dawka spożytego Rumu była dość znaczna były obiektywne problemy z pobudką o 8mej rano, co gorsza niektórzy zostali pozbawieni sił witalnych – niesienie plecaka było nieziemskim wysiłkiem. Jednak na przekór wszelkim trudnością dotarliśmy do Caracas i tego samego dnia siedzieliśmy w samolocie do Frankfurtu. Adrenalinka była do końca, pani w checkinie w trakcie kontroli stwierdziła, że nie mam biletu na trasę Caracas-Frankfurt, no ale to już materiał na drugą historie.
Zdjęcie: Centrum Caracas
{moscomment}

[ Wróć ]
 
top

Copyright 2000 - 2005 Miro International Pty Ltd. All rights reserved.
Mambo is Free Software released under the GNU/GPL License.
Created by Michal Szymanski