arrowNasze podróże arrow Nasze podróże arrow Wenezuela Polski | English


 
Menu Główne
Nasze podróże
Słowo wstępu
Foto Blog
Katalog zdjęć Katalog zdjęć
Wygaszacz i tapety
----------------------
My w mediach
Nasza oferta
Kontakt
Linki
Reklama
Sklep Rowerowy SZUMGUM - częœci i akcesoria rowerowe :: Sklepy Rowerowe
Wenezuela
ImageLądujemy w Caracas. Pierwsza wrażenie pozytywne ciepło, roślinność egzotyczna i swojski bałagan. Wsiadamy do autobusu do Caracas niecałe 35km z lotniska. Dystans niewielki co nie oznacza, że szybko będziemy w centrum Caracas. Podróż do centrum zajęła 6 godzin, po prostu były korki. Po drodze mijamy tysiące slamsów zajmujących pagórki otaczające miasto. Domy postawione byle jak, niskim kosztem większość nieotynkowane.


Image Pomimo, że jesteśmy parę tysięcy kilometrów od Brazylii przypominają osiedla faweli w Wenezueli te domy nazywane są ranchos. 40% ludności Wenezueli żyje na granicy ubóstwa tak więc takie osiedla nie mogą dziwić. Jako że jest późno szukamy noclegu.
Zdjęcie: Ranchos - dzielnice biedoty w Caracas


ImageWybieramy chyba jeden z najtańszych hoteli w centrum (na osobę 7$). Pierwsze wrażenie jest pozytywne - brak karaluchów. Oczywiście było to pierwsze wrażenie, karaluchy były i to dwa typy. Typ europejski - czyli mały, szybki i dobrze nam znany oraz typ tropikalny - karaluch duży z czułkami może mieć nawet parę centymetrów, zdecydowanie wolniejszy od europejskiego. Temperatura w nocy około 20 stopni, nie jest to tropikalna Azja ale jest dość duszno. Caracas nie należy do najbezpieczniejszych miast zwłaszcza w nocy, jednak Marcin wybiera się po wodę do pobliskiego sklepu, po drodze zaczepiany jest przez tubylca, który zwraca mu uwagę, że ta ulica naprawdę nie jest bezpieczna. Uwaga jest o tyle ciekawa, że 100m dalej jest posterunek policji.
Zdjęcie: Marcin w hotelu w Caracas

Image W Ciudad Bolivar spędzamy dwie godziny, pozwala to na wysłanie emaili do Polski i zjedzenie obiadu. W trakcie wizyty w barze przyglądamy się jak obsługa dzielnie walczy z olbrzymią kolonią karaluchów na pobliskim murze. Mając trochę czasu zaczynam fotografować ludzi, na początek panie z restauracji, dzieci siedzące przy stolikach a na koniec utrwalam pasażerów oczekujących na autobusy. Okazuje, się że z fotografowaniem ludzi w Wenezueli nie ma problemów, nikt nie protestował.
Zdjęcie: "Obsługa" baru na dworcu w Ciudad Bolivar

ImagePonownie wsiadamy do autobusu tym razem 12h podróży, jedziemy nocą. Autobus parokrotnie zatrzymuje się w nocy na wojskowych punktach kontrolnych. Żołnierze podobno poszukują narkotyków i broni, jednak robią to bez specjalnego zaangażowania. Mam wrażenie, że wszystkie te kontrole mają jeden cel – obywatel ma pamiętać, że żyje w państwie kontrolowanym przez wojsko. Aktualny prezydent Chavez już nie pokazuje się w ubraniach moro jednak gdyby nie poparcie wojska (sam był wojskowym) zapewne nie utrzymałby porządku w kraju.
Zdjęcie: Postój na trasie do San Francisco

ImagePo całym dniu jazdy autobusem w końcu jesteśmy w San Francisco Yuarani. Jest to punkt wypadowy do Paraitepui wsi z której startuje się na Roraimę (płaskowyż na Wyżynie Gujańskiej). Wieś zamieszkana jest przez indian z grupy Pemon. Część domów w dalszym ciągu pokryta jest liśćmi palmy tak więc jest wrażenie autentyczności . Zastanawiające jest to czym zajmują się mieszkańcy możliwe, że duża część żyje z turystyki i wyrabiania pamiątek. Pobyt we wsi daje kolejną okazje do fotografowania ludzi.
Zdjęcie: Mieszkancy San Francisco - indianie Piemon

ImageDecydujemy się nie korzystać z zorganizowanego transportu i skorzystać z własnych nóg (cena 100$ za przejazd do Paraitepui wydawała nam się przesadzona - to tylko 30km) . Droga na początku prowadząca po płaskim zaczyna się powoli wspinać na okoliczne pagórki. Jest ciepło nawet bardzo ciepło nie mamy termometru jednak wrażenie jest takie, że temperatura jest powyżej 30C. Po dwóch dniach spędzonych najpierw w samolocie a później w autobusie jak można się domyślać tempo marszu jest dość kiepskie.
Zdjęcie: Marcin na drodze do Paratepui

ImageSpacer jednak ma tą zaletę, że można zapoznać się z lokalnymi roślinami, najbardziej charakterystyczne to palma z gatunku winodań wachlarzowaty oraz kalliandra surinamska (jak wyglądają te rośliny możecie zobaczyć w GlobeInPhotos.com wyszukując po nazwie te gatunki). W trakcie marszu łapiemy stopa (za pół ceny) i po 0.5h jesteśmy na miejscu.
Zdjęcie: Droga do Paratepui

ImageW Paraitepui wynajmujemy na 5 dni obowiązkowego przewodnika i zaczynamy marsz do pierwszego miejsca biwakowego. Pod wieczór jesteśmy u celu. Nocleg mamy z widokiem na Kukanan jak również na Roraime. Już z tego biwaku widać, że pogoda na Roraimie nie będzie najlepsza. Przez szczyt przelewają się stalowe chmury, tylko czasami można zobaczyć wyższe partie (wysokość Roraimy to 2800m n.p.m). Dodatkowo przez lornetkę widać opadające z krawędzi wodospady - długie na 300-400m białe nitki.
Zdjęcie: Trasa na Roraime - w tle po lewej Kukanan

ImageNastępny dzień to podejście pod górkę. Na początku dnia przekraczamy dwa strumienie a później powoli ale uparcie nabieramy wysokości. Ku mojej radości pod koniec dnia zmienia się krajobraz z sawanny na tropikalny las deszczowy i co najciekawsze pojawiają się gatunki charakterystyczne dla masywu Roraimy (między innymi Stegolepis guianensis).
Zdjęcie: Tepuia Kukanan

Image Nasz namiot rozbijamy na niewielkiej polanie z widokiem na drogę prowadzącą na sam szczyt. Następnego dnia zapowiada się prawdziwe podejście.
Zdjęcie: Pole biwakowe przed etapem w dżungli

ImagePobudka rano zakładam suche skarpetki i wciskam nogę w nasiąknięte wodą buty (swoją drogą kupione za 80zł na hali w Auchon – chiński producent chyba byłby dumny jakby dowiedział się gdzie były jego buty).. przynajmniej przez pierwsze minuty nie mam wrażenia, że wkładam coś mokrego na nogi. Jak na razie droga na Roraime jest łatwa technicznie jedynie dość dokuczliwa jest pogoda, na dole słońce niemiłosiernie smażyło natomiast w wyższych partiach cały czas albo pada albo leje albo jest mgła. Rezultat taki, że wszystko co może być mokre ocieka wodą. Jemy szybko śniadanie największą popularnością cieszą się chińskie zupki i w drogę. Podejście jest bardziej strome niż w ciągu 2 pierwszych dni, dodatkowo trzeba uważać żeby nie zaliczyć spektakularnej wywrotki na laterytowej ziemi.
Zdjęcie: Marcin na szlaku (odcinek szczytowy)

ImagePo południu wchodzi na szczyt. Teraz już wiem jak wygląda osławiona Roraima. Na szczycie właściwie ciągle pada a jeśli nie pada to jest gęsta mgła, która osadza się na ubraniach. Rośliny które porastają szczyt w wyniku powolnej ewolucji wykształciły mechanizmy ułatwiające przetrwanie. Podstawowym problemem z którym walczą jest brak soli mineralnych, właściwie nie ma tu gleby.
Zdjęcie: Na Roraimie

Image W wyniku intensywnych opadów szczątki roślinne są skutecznie wymywane, część roślin w takich warunkach pokazuje „pazury” i to dosłownie. Rosiczka z gatunku łac. Drosera Roraimae podobna do naszej rodzimej rosiczki próbuje złapać jak najwięcej owadów używając do tego liście z klejącymi wypustkami.
Zdjęcie: Rosiczka z gatunku łac. Drosera Roraimae



 
top

Copyright 2000 - 2005 Miro International Pty Ltd. All rights reserved.
Mambo is Free Software released under the GNU/GPL License.
Created by Michal Szymanski