arrowNasze podróże arrow Nasze podróże arrow Indonezja Polski | English


 
Menu Główne
Nasze podróże
Słowo wstępu
Foto Blog
Katalog zdjęć Katalog zdjęć
Wygaszacz i tapety
----------------------
My w mediach
Nasza oferta
Kontakt
Linki
Reklama
Sklep Rowerowy SZUMGUM - częœci i akcesoria rowerowe :: Sklepy Rowerowe
Indonezja

ImagePo południu dotarliśmy do Tamanyaji. Nie chcąc marnować czasu postanowiliśmy jeszcze tego samego dnia dotrzeć do Jakarty. Kolejny raz okazało ,się że z transportem w Azji nigdy nie ma problemów, wynajęliśmy dwa motocykle z kierowcami. Była to emocjonująca jazda ze względu ,na to że sunęliśmy po polnej drodze a na plecach miałem maksymalnie zapakowany plecak. W trakcie jazdy minęliśmy tutejszy schoolbus z dziećmi. Była to zwykła ciężarówka z dziećmi na pace ,które były upakowane jak sardynki. Najlepsze jednak było to że jedno dziecko stało na przednim zderzaku i trzymało się wycieraczek !!
Z małymi przygodami (sama jazda autobusem to już przygoda) dotarliśmy wieczorem do Jakarty, następnego dnia używając pociągu, rikszy i jeszcze raz pociągu dojechaliśmy do Probolingo. Punktu wypadowego do Parku Narodowego Bromo-Semeru. W mieście dokonałem zakupów benzyny do naszego palnika w przydrożnej stacji benzynowej (na zdjęciu).
Zdjęcie: Stacja benzynowa w Probolingo

Image Później pożywne śniadanie z smażonego ryżu popijane Fantą koloru czerwonego, do wyboru była jeszcze Fanta zielona, żółta i przezroczysta.
Wszystkie o smaku naszej landrynki. Nie przyjechaliśmy jednak do Probolingo żeby raczyć się indonezyjskimi trunkami, celem były okolice wulkanu Bromo i wejście na najwyższą górę Jawy - Semeru (3600m n.p.m).
Zdjęcie: Wszystkie kolory fanty

Image Kolejny raz spędziliśmy czas w busiku, wieczorem mogliśmy podziwiać ze zbocza kaldery dymiący wulkan Bromo. Wieczorem nie było najlepszej widoczności tak więc na punkt obserwacyjny weszliśmy jeszcze raz rano. Drugim razem warunki oświetleniowe były znacznie lepsze i wtedy zrobiłem zdjęcie doliny wraz wybuchającym średnio co pół godziny Semeru.
Zdjęcie: PN.Bromo-Semeru

Image Postanowiliśmy w ramach oszczędności czasu nie wchodzić na Bromo tylko od razu ruszyć w kierunku Semeru. Plan był ambitny chcieliśmy w ciągu trzech dni wejść i zejść z góry.
Pierwszy odcinek prowadził dnem kaldery, krajobrazy przypominały afrykańska sawannę – wyschnięte trawy i bezkresna przestrzeń.
Zdjęcie: We wnętrzu kaldery

Image Co pewien czas zrywały się tumany kurzu od hulającego wiatru ale my niestrudzenie parliśmy do przodu. W połowie drogi pojawiły się ciekawe górki wyrastające na środku kaldery i przypominające małe stożki wulkaniczne (a może nimi kiedyś były).
Zdjęcie: Marek a w tle stożek wulkaniczny

Image Po paru godzinach marszu zbliżaliśmy się do wyjścia z kaldery. Z wspinającej się po zboczu ścieżki roztaczał się rozległy widok na okolice. Widok dawał wyobrażenie jak wielki w przeszłości był wulkan.
Zdjęcie: Wyjście z kaldery

Image W wiosce Ranu Pani minęliśmy posterunek parku narodowego gdzie dostaliśmy paru stronicowe zezwolenie wejścia na Semeru. Krajobraz zmienił się diametralnie z afrykańskiej sawanny przeszliśmy do wilgotnego lasu w którym rosły wielkich rozmiarów paprocie niczym z kambryjskiego lasu.
Zdjęcie: Drzewiaste paprocie

Image Zmęczeni całodziennym marszem doszliśmy w końcu do jeziora Ranu Kumbolo gdzie rozbiliśmy namiot. Temperatur spadła do paru stopniu a na dodatek okolice została spowita mgłą która osadzała się na naszym namiocie tak w więc było zimno - było to mocno odczuwalne w bardzo cienki śpiworze. Dodatkowo koło naszego namiotu rozbili się indonezyjscy turyści którzy do rana prowadzili ożywione dyskusje.
Zdjęcie: Mgły nad jeziorem Ranu Pani

Image W następnym dniu doszliśmy do Arcopodo. Początkowo ścieżka prowadziła po płaskim dopiero przy końcu zaczęły się stromości.. Każdy krok w tym terenie powodował wzbijanie wulkanicznego pyłu który wciskał się w każde zakamarki bagażu, nawet ślina przybrała kolor gruntu. Widok wybuchającego wulkanu jednak rekompensował niedogodności.
Zdjęcie: Ja i wulkan Semeru

Image Namiot rozstawiliśmy na pograniczu lasu i piargów na niewielkiej półce. Ostatni odcinek zrobiliśmy nocą tak aby być na szczycie być o wschodzie słońca. Góra walczyła do końca (pojawiły się nawet głosy zwątpienia w naszym zespole czy na pewno wejdziemy:) ) wiał mocny wiatr a wieczorem gęsta mgła ograniczyła widoczność do paru metrów. Całe szczęście o drugiej w nocy sytuacja się znormalizowała a po następnych trzech godzinach walki z obsuwający się stokiem byłyśmy na szczycie. Wyżej już nie można na Jawie więc widok był wspaniały na pierwszym planie wybuchający regularnie Semeru a w oddali dymiące stożki nieznanych mi z nazwy wulkanów. Cały szczyt pokryty był popiołem wulkanicznym co dawało poczucie, że właśnie wylądowaliśmy na księżycu.
Zdjęcie: Wybuchający Semeru

Image Powrotna drogę do Ranu Pani pokonaliśmy w tempie ekspresowym , później przejażdżka do Tumpang na stosie szczypiorku i kapusty w towarzystwie miejscowych.
Zdjęcie: Jazda na pace

Image Wieczorem łapiemy autobus do Yogokarty. Dla zdrowia psychicznego kładę się na siedzeniach autobusu i nie staram się patrzeć na wyczyny kaskaderskie naszego kierowcy. Popisowym numerem było wyprzedzanie drugiego autobusu na wąskiej drodze w trakcie ostrego zakrętu. W Yogokarcie wieczorem odwiedzamy zespół świątyń Prambanan
Zdjęcie: Prabanan nocą

Image i uczestniczymy w pokazie baletu Ramayana
Zdjęcie: Ramajana balet

Image Następnego dnia odwiedzamy drugi raz świątynie kompleksu Prambanan. Świątynie te zostały wybudowane w połowie 9'tego wieku czyli około 50 lat później niż w Borobudu (następne zdjęcia). Są one najlepszym przykładem hinduskiej architektury na Jawie.
Zdjęcie: Prabanan za dnia

Image Oprócz światowej klasy zbytków Yogokarta oferuje więcej atrakcji. Miasto jest kulturalnym i edukacyjnym centrum Jawy. Tu można kupić ciekawe batiki (obrazy malowane na materiale), zobaczyć balet Ramayana czy też zapisać się na kurs języka Bahasa-Indonesia. Dodatkowo można spróbować Indonezyjskich specjałów.
Zdjęcie: Garkuchnia w Yogokarcie

Image My ograniczyliśmy się do odwiedzenia jednej z galerii batików, zajrzeliśmy na główny targ warzyw i ptaków i obejrzeliśmy pałac - Kraton
Zdjęcie: Na targu w Yogokarcie

Image Ostatnim punktem naszego pobytu na Jawie było zwiedzanie świątyni Borobudur. Pomimo ,że nie przepadam za zwiedzaniem zabytków świątynia o wschodzie słońca zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Efekt potęgowany był przez ładną okolice, pokrytą lasem który zasnuty był mgłą, w oddali majaczyły góry.
Zdjęcie: Wschód słońca w Borobudur

Image Jeśli popatrzymy do encyklopedii znajdziemy następujący opis Borobudur - "Świątynia ta jest jedną z największych na świecie buddyjskich obiektów kultowych, wzniesiony ok. 800 n.e., za panowania dynastii Sailendrów. Borobudur wykazuje wpływy sztuki Indii z okresu panowania Guptów. Łączy w sobie symboliczne elementy stupy, świątyni górskiej i rytualnego diagramu - mandali.Górne, okrągłe tarasy są otwarte i umieszczono na nich 72 stupy w kształcie dzwonów, zawierające posągi medytującego Buddy widoczne poprzez ażurową konstrukcję".
Zdjęcie: Borobudur - budda siedzący


Image Zewnętrzne ściany świątyni pokryte są płaskorzęźbami przedstawiającymi. .... Był to nasz ostatni punkt wycieczki na Jawie a przed ostatni dla całej wycieczki. W powrotnej drodze do Polski spędziliśmy jeszcze 2 dni w Singapurze i jeden dzień w Malezji gdzie zagraliśmy w golfa. Z całą pewnością były to udany urlop - dużo atrakcji, zróżnicowane krajobrazy, lokalny folklor i oczywiście dobre towarzystwo.

Zdjęcie: Płaskorzeźba - Borobudur


{moscomment}



[ Wróć ]
 
top

Copyright 2000 - 2005 Miro International Pty Ltd. All rights reserved.
Mambo is Free Software released under the GNU/GPL License.
Created by Michal Szymanski