July 23, 2008

Douala->Younde

Filed under: Życie powszechne — Szymic @ 10:53 pm

Szkoła w Douali

Douala.jpg

Przejazd do stolicy

Younde1.jpg

Younde2.jpg

Na dworcu w stolicy Yaounde

Younde.jpg

Developerka pod gruszą - czyli jak wytwarzać oprogramowanie w terenie

Filed under: Życie powszechne — Szymic @ 1:41 pm

Są wakacje tak więc temat jak najbardziej wakacyjny i trochę na wesoło. Ostatnio miałem okazje pracować parę dni zdalnie w jednym z gospodarstw agroturystycznych na Warmii (koło Olsztyna) i trzeba powiedzieć, że jest to super opcja. Ptaszki świergolą za oknem, zieleń na okołu a ja tu tworzę system Freeconet :) Do pełnego szczęścia warto chyba zaopatrzyć się w parę drobiazgów. Ostatnio zrobiłem rozpoznanie co by tu warto mieć i poniżej moja lista.

  • Oczywiście laptop - tu panuje pełna dowolność wyboru, może tylko warto zwrócić uwagę ile trzymają baterie
  • Modem GSM (ok. 60zł) - na Allegro np. Sony Ericcson GC85 z GPRS/EDGE. Raczej nie ma co kupować z UMTSem bo w niewielu miejscach on jest.
  • Karta SIM z opcja internetu (ok.3zł/dzień) - tu chyba najlepsza opcja to Simdata Plusa. 3gr za 100kB. Z mojej praktyki wyglada że programista potrzebuje jakies 20MB/dzień (praca z systememe do wersjonoawnia i zarządzania zmian np. Bugzilla czy Mantisa.
  • Antena do modemu 11dBi dookólna (ok. 80zł)- na allegro do kupienia za 80zł
  • Osłona na monitor (od 0 do 30Euro) - na słońcu mało co widać na monitorze tak więc albo robimy samemu albo kupujemy coś takiego http://gadzetomania.pl/2007/03/26/skladana-oslona-przeciwsloneczna-dla-kazdego-notebooka/

Ostatnia kwestia to zasilanie i tu sa trzy opcje.

  • Dobry akumulator do laptopa - niektóre już potrafią trzymać po 8h (no mój trzyma 15min…niestety )
  • Długi przedłużacz - ja mam taki 30metrowy
  • Kombinacja (od razu mówie, że tego nie testował i nie wiem jak to będzie działać. Według mnie prezentowany akumulator powinien działać z 8h)
  • -akumulator żelowy 12V*14Ah (ok.80zł)
    - adapter do samochodu 12V->napięcie waszego laptopa ja mam 20V (ok. 80zł)
    - prostownik (ok.80zł) - bo jednak czasami trzeba załadować akumulator

Jestem ciekaw waszych doświadczeń.

July 11, 2008

Douala

Filed under: Kamerun / Cameroon, Życie powszechne — Szymic @ 12:31 pm

Przed wyjazdem jestem trochę poddenerwowany.Muszę pozamykać parę prywatnych spraw, a w dalszym ciągu jeszcze nie jest jasne, czy dostaniemy wizy.
W mojej ocenie wiza to sztuczny twór decydujący czy spocony, otyły urzędnik na przejściu granicznym jako Pan i władca wyda zgodę na przekroczenie magicznej linii oddzielającej to co znamy, od tego co nieznane i tajemnicze. Czyli takie urlopowe ‘być albo nie być’.
Zamiłowanie do biurokracji w krajach rozwijających się jest dla mnie niepojęte. Czym biedniejszy kraj, tym bardziej tonie w formularzach, zaświadczeniach i pokwitowaniach. Prawdopodobnie świadomość tego, że każda działalność człowieka jest udokumentowana, daje rządzącym przeświadczenie, że wszystko jest pod kontrolą, natomiast obywatele mogą poczuć, że ktoś tam na górze się nimi interesuje, przecież nikt nie będzie zbierać informacji bez przyczyny.
Kolejnym fenomenem są kontrole drogowe. Również Kamerun nie odstaje od szeroko przyjętych w krajach rozwijających się standardów . Zwykle punkt kontrolny to drewniana budka, ustawiona gdzieś pomiędzy miastami, najczęściej przy bardziej ruchliwej drodze (chociaż to już nie jest regułą), zajęta przez żołnierza, rzadziej policjanta, w większości przypadków pozbawionego jakiejkolwiek broni, natomiast ubranego w wyjściowy mundur. Procedura kontroli jest niezwykle prosta. Autobus jest zatrzymywany, śpiący pasażerowie są budzeni, wszyscy wysiadają pokazując od niechcenia wybrany przez siebie pogięty i poplamiony dokument (w Afryce jest to zwykle pogięta, złożona na 4 kartka), a kontrolujący od niechcenia ten dokument przegląda. Obie strony przyjmują tą całą sytuacje z pokorą i nikt specjalnie nie protestuje zwłaszcza, że kontrola to doskonały czas na wykonanie zakupów warzyw i owoców, sprzedawanych na straganach rozstawionych w pobliżu budki kontrolera.
Pierwszą kontrolę przechodzimy na lotnisku. Nasze paszporty zyskują nową pieczątkę z nazwą miasta do którego dolecieliśmy - Douali.
Przechodzimy granicę i wchodzimy do dość dużej, słabo oświetlonej hali, w której na taśmie krążą różnej wielkości pakunki. Pomieszczenie ma kształt dużego kwadratu, na wprost drzwi, którymi weszliśmy, widać wyjście na zewnątrz, właściwie to tylko widać taksówkarzy próbujących wedrzeć się do środka. Na antresoli położonej po lewej stronie tłum gapiów obserwuje każde poczynanie pasażerów odbierających swoje bagaże. Panuje tłok, lepkie, ciepłe powietrze wypełnia całą pozostałą przestrzeń. Teraz do mnie dotarło - jesteśmy w Afryce.
W Kamerunie czas zatrzymał się 1 stycznia 1960r czyli w dniu, kiedy Kamerun przestał być kolonią. Przynajmniej takie można odnieść wrażenie patrząc na nasz hotel i budynki, które go otaczają. Tynk z resztkami farby odpada płatami, ściany pokryte są olbrzymimi wielobarwnymi zaciekami. Droga przed hotelem ma więcej dziur niż fragmentów z asfaltem.
Wieczór spędzamy w pobliskiej knajpie. Z głośników sączą się bardziej lub mniej afrykańskie rytmy, afrykanerzy piją dobrze znaną nam markę Guinness ‘Made in Cameroon’, ale najdziwniejsze jest to, jak bywalcy pubu wyglądają. Poubierani są w stroje będące mieszanką dobrze nam znanego luźnego stroju rodem z pubów europejskich z motywami stricte afrykańskimi.Przykładem jest pani, która siedzi naprzeciwko mnie. Ma czarną jak heban skórę, lekko pyzatą twarz. Ubrana jest w dżinsy i luźną bluzkę, na głowie ma założony gustowny afrykański ‘ręczniczek’.

Douala_Kamerun.jpg

Douala_1_Kamerun.jpg

Douala_2_Kamerun.jpg

Douala_3_Kamerun.jpg

June 22, 2008

Kamerun - wstęp

Filed under: Kamerun / Cameroon, Życie powszechne — Szymic @ 11:14 pm

Leżę na łóżku w pokoju hotelowym w Boya. Za oknem rozpościera się widok na olbrzymi, pełen zieleni masyw Mt.Kamerun. Widok w pokoju jest mniej romantyczny - meble obdrapane, podłoga wyłożona linoleum i zacieki na ścianach. Z pokoju jest przejście do łazienki równie mało malowniczej, chociaż to, że jest łazienka przy pokoju, to oznaka, że jest to hotel o ponadprzeciętnym standardzie. Pożytek z łazienki jednak jest niewielki, woda jest przez parę godzin rano, ale to też nie jest regułą. Przekonaliśmy się o tym już pierwszego poranka. Krzysiek pełen nadziei udał się do łazienki wczesnym rankiem, jednak wody nie było, tak więc pojawił się z reklamacją w recepcji. Pani ze spokojem wysłuchała reklamacji ,którą można streścić ‘przecież woda miała być rano, a nie ma’ po czym zadała rzeczowe pytanie, jaki mamy dzień tygodnia. Kiedy usłyszała, że środę, odpowiedziała ‘W środę nigdy nie ma wody’.

Wody nie było, natomiast karaluchy jak najbardziej tak. Nie jakieś małe typu europejskiego, ale dorodne tropikalne, długie na cztery centymetry,
poruszające się powoli z wielkim spokojem. Zapewne wiedzące o tym, że żaden człowiek nie odważy się uśmiercić ich przez rozdeptanie lub zgniecenie. Taka czynność spowodowałaby powstanie na podłodze olbrzymiej plamy, poza tym na samą myśl, jaki odgłos towarzyszyłby tej czynności, bierze obrzydzenie. Powracając do hotelu, to pomimo paru wad miał też zalety. Po pierwsze był tani i dodatkowo w barze hotelowym mieli zimną Cole, co nie jest rzeczą oczywistą, ponieważ oprócz braku wody w kranach w Kamerunie częste są przerwy w dostawie prądu. W jednej wsi gdzie byliśmy, nie było prądu od paru dni, co lepsze, kiedy czekaliśmy na samolot powrotny w Douali (drugie co do wielkości miasto Kamerunu) na parę minut zgasło światło na całym lotnisku. Ciekawe co by się działo, gdyby w tym czasie lądował samolot!

Tak więc leżę na łóżku i myślę o tym, co przeżyliśmy przez ostatnie dwa tygodnie. Wielość i różnorodność doznań, których doświadczyliśmy, jest ogromna. Powoli staram się ułożyć wszystko w jedną całość, stworzyć spójny obraz tego, co widziałem, słyszałem i czułem. Po powrocie znajomi będą się pytać jak było, co najbardziej się podobało, jak wygląda kraj i ludzie. Zawsze na takie pytania ciężko odpowiedzieć w paru zdaniach, a takiej krótkiej odpowiedzi oczekują od osoby, która była na urlopie, bo zwykle niewiele można opowiedzieć o tygodniowym leżeniu na plaży w kurorcie ‘all inclusive’. Nasza wizyta w Kamerunie jest całkowicie inna, doznania wręcz nas atakują, czasami ciężko jest zdecydować się, co rejestrować swoim umysłem. Każda minuta dostarcza bodźców, nie zawsze są to bodźce, które kojarzą sie z urlopem, bo czy spanie z głową na stoliku w wagonie restauracyjnym wypełnionym do granic możliwości pasażerami i gdzie dodatkowo jest zaduch i po stołach biegają karaluchy można nazwać urlopową sielanką?

Próbując opowiadać o swoich doznaniach z ‘dalekich’ krajów, zawsze napotykałem problemem, że człowiek ‘tam’ porusza się w innej ‘przestrzeni pojęciowej’. Wiele pojęć w tropikach nabiera nowego znaczenia. Przykładem może być stwierdzenie ‘gorący dzień’.Taki dzień w Polsce utożsamiany jest z bezchmurnym, bezwietrznym słonecznym letnim popołudniem, gdzieś na nizinach. Jednak czy to stwierdzenie równie trafnie opisuje sytuacje, gdy człowiek jest oblepiony gorącym wilgotnym, tropikalnym powietrzem, gdzie słońce pali dokładnie z zenitu, gdzie cień drzewa nie daje ulgi, a powiewy powietrza przypominają nawiew z z farelki?
Zdjęcia z krótkimi relacjami, które pojawią się na blogu w najbliższym czasie, będą moją nieudolną próbą odpowiedzenia Wam na pytanie ‘No i jak tam było?’. Mam nadzieje, że chociaż w małej części oddam atmosferę czarnego lądu, tego co zobaczyliśmy i czuliśmy.

Przesiadka w Zurichu

ZurichAirport.jpg

W samolocie

InFlight.jpg

Sahara

Sahara

Jazda taksówka z lotniska do centrum Douali

DoualaTaxi.jpg

June 5, 2008

No to wróciliśmy…

Filed under: Kamerun / Cameroon — Szymic @ 11:37 am

masę przygód, masę zdjęć ale udało się..wróciliśmy z Kamerunu

May 21, 2008

Skuterem po Bali - odgrzewany kotlet

Filed under: Indonezja / indonesia, Życie powszechne — Szymic @ 1:50 pm

Po ostatniej wizycie w indonezji napisałem artykuł o naszych (bo byłem z 8 letnią córka) wyczynach na Bali. Myślałem, że artykuł zainteresuje rodzime czasopisma motocyklowe ..niestety nie zainteresował, tak więc publikuje ten artykuł na blogu. Mam nadzieje, że może was zainteresuje, acha bierzcie poprawkę na to, że artykuł miał być napisany do czasopisma motocyklowego tak więc dużo w nim kolokwializmów i nie ma w nim filozoficznych uniesień - po prostu miał trafić do przeciętnego motocyklisty
Co do zdjęć to proponowane zdjęcia do artykułu można obejżeć tutaj Z D J Ę C I A

Doświadczenie w jeździe na skuterach (jak również na innych jednośladach) przed wyjazdem na wakacje miałem delikatnie mówiąc mizerne (no, może z wyjątkiem roweru, którego jestem dość częstym „użytkownikiem”) – jedynie parę krótkich okrążeń po osiedlowej drodze na maszynie kolegi.
Pomimo tego chęć sprawdzenia się w warunkach bojowych była duża i uznałem, że chęciami nadrobię braki w technice. Wewnętrznie byłem przekonany, że bez problemów mogę jeździć po drogach na Bali gdzie wybierałem się na urlop z 8 letnią córką.
Warunki do doszlifowania swoich umiejętności jeździeckich na wyspie dla młodego adepta jednośladów są wręcz idealne. Ruch w Indonezji jest lewostronny, na ulicach 90% pojazdów to skutery albo motocykle, mało kto bierze na poważnie przepisy ruchu drogowego, temperatura nigdy nie spada poniżej 25C (nawet w nocy i w trakcie deszczu) i co najważniejsze, w każdej ‘dziurze’ można pożyczyć niezbędny sprzęt.
Swoją pierwszą potyczkę z jazdą w terenie podjąłem w Ubud – kulturalnego centrum wyspy, mekce turystyki masowej. Za symboliczną kwotę 40tyś. lokalnych papierów (równowartość 12zł/dzień) mieliśmy przed sobą śliczniutkiego rumaka ze stajni Yamaha. Był to model Nouvo, 115cc o mocy aż 9KM i prędkości maksymalnej 120km/h. Moje wcześniejsze doświadczenia ograniczały się do 50cc i uznałem, że 115cc to poważny nobilitacja. Ciekawostką tego motocyklu jest to, że Nouvo został wyprodukowany specjalnie na rynek Azji południowo-wschodniej. Tak więc był gotowy do jazdy po solidnych dziurach i przewozu do 5 osób o czym co prawda nie wspomnieli w instrukcji, ale patrząc na innych uczestników ruchu musieli to wziąść pod uwage przy jego konstruowaniu.
Tubylec wypożyczający sprzęt na dzień dobry udzielił paru istotnych uwag. Doradził używanie tylko tylnego hamulca ze względów na to, że przedni nie zawsze działa. Dodatkowo spytał się czy posiadam przy sobie międzynarodowe prawo jazdy, całe szczęście miałem. W przypadku kontroli drogowej bez międzynarodowego prawka jak stwierdził ‘nieuchronna byłaby łapówka albo miałbym duże nieprzyjemności’. Odradzał również używanie j.angielskiego (który jest popularny wśród mieszkańców Bali) przy rozmowie z policjantami. Najlepiej udawać przysłowiowego ‘Greka’ albo jeszcze lepiej ‘Polaka’ co uchroni przed próbą wyłudzenia łapówki.
Po przeszkoleniu teoretycznym zaczęła się część praktyczna. Pan upewnił nas, że skuter jest na paliwo płynne pokazując pełen bak i że nie trzeba zmieniać biegów, co przyjąłem z niepisaną radością.
Byliśmy w Azji, jednak przynajmniej niektóre przepisy trzeba przestrzegać, tak więc nałożyliśmy kapelutki, które zostały dostarczone w komplecie z maszyną. Kaski te doskonale chroniły nas przed tropikalnymi promieniami słonecznym jednak na tym ich ochrona się chyba kończyła. Przynajmniej takie miałem wrażenie po analizie ich wykonania.

Odpaliłem silnik i gaz…
Nasz ‘żuczek’ połykał kolejne kilometry łapczywie wdychając wilgotne tropikalne powietrze. Początek był dość ciężki, musiałem powtarzać po cichu ‘trzymaj się lewej strony, lewej strony’. W tym miejscu warto napisać parę słów o stylu jazdy Indonezyjczyków. Generalnie faktycznie starają się praktykować ruch lewostronny, chociaż bywały wyjątki. Przy mijaniu innego uczestnika ruchu zwykle wciskają delikatnie klakson – coś w rodzaju przywitania. Ruch na głównych drogach jest dość spory, co parę sekund albo my mijaliśmy kogoś albo ktoś nas mijał i zwykle to było spotkanie ze innym skuterem. Nie ma co się dziwić, ilości skuterów w Azji jest olbrzymia. Ze względu na kosmiczne ceny samochodów w zestawieniu z lokalnymi zarobkami jednoślady traktowane są jako odpowiedniki naszego samochodu i to ze wszystkimi implikacjami. Nieraz widzieliśmy pięcioosobowa (!!) rodzinę na jednym skuterze, jednak najbardziej ekstremalny obraz jaki widzieliśmy to małżeństwo jadące na skuterze gdzie ojciec trzymał jedną ręką kierownicę a drugą paromiesięcznego bobasa i tak zasuwał 50tką.
Można się przekonać na Bali, że oprócz przewozu osób skutery idealne nadaje się do transportu różnych rzeczy wliczając w to grube bele z trzciny, stoiska sklepowe czy co nas najbardziej urzekło to przymocowane do bagażnika grill pozwalający bez demontażu smażenie kukurydzy prosto na maszynie.
Następną ciekawostką są stacje benzynowe. Można wyróżnić dwa rodzaje: w formie stoiska ze szklanymi butelkami (tu człowiek przynajmniej wie co znajdzie się w baku) oraz cywilizowane z dobrze nam znanymi dystrybutorami. Jedyna różnica w porównaniu z naszymi normalnymi stacjami jest to, że właściwie na każdej jest odrębny dystrybutor dla jednośladów z panem, który pomaga w operacji tankowania. Powracając do naszej wycieczki, to w ciągu dwóch dni zrobiliśmy 180km (przy czym jednego dnia 40km a następnego 140km). Dzięki naszemu rumakowi mogliśmy zobaczyć wiele oddalonych od siebie miejsc. Wliczając w to jaskinie Goa Gajah będące podobno odciskiem paznokcia legendarnego wielkoluda, Yeh Pulu z 25m płaskorzeźbą, XIV wieczne świątynie Pusering Jagat, czy też położoną w grocie świątynie Goa Lawah. Ciekawostką tej ostatniej jest parę tysięcy nietoperzy, które wiszą na suficie groty. Oprócz świątyń zrobiliśmy dłuższa wycieczkę w okolicy wulkanu Gunung Batur i zupełnie przypadkiem wzięliśmy udział w lokalnym pogrzebie a właściwie kremacji (w trakcie uroczystości moje dziecko stwierdziło, że jest wesoło jak na pogrzeb) i dwóch innych niezidentyfikowanych uroczystościach. Jako że skuterem jeździliśmy po mniej uczęszczanych drogach innych turystów właściwie nie spotykaliśmy i na wszystkich uroczystościach byliśmy jedynymi białymi przez co mieliśmy 100% pewność, że nie bierzemy udziału w ‘cepeli’. Dodatkowe pozytywne doznania dostarczyło śmiganie po winklach dróg położonych pomiędzy tarasami pól ryżowych.
Dwa dni w siodle pozwoliło zapoznać się z prawdziwym obliczem wyspy, które jest trudno dostępne dla turysty poruszającego się wyłącznie transportem publicznym. Co dodatkowo mnie ucieszyło nie wiązało się to z ogołacaniem portfela bo chyba 12zł. za cały dzień przyjemności to niezbyt wiele.

Najważniejsze informacje:
Ruch na Bali jest lewostronny. Na wyspę warto zabrać ze sobą międzynarodowe prawo jazdy. Cena paliwa to około 5000 rupi/litr równowartość okólo 1.5zł. Wypożyczenie skutera z ubezpieczeniem to 40tyś. rupi/dzień czyli 12zł. Przed jazdą warto wysmarować się dobrze kremem z filtrem – Bali jest prawie na równiku i słońce smaży niemiłosiernie.

May 17, 2008

Wizyta w Lidzbarku Welskim

Filed under: Życie powszechne — Szymic @ 10:55 pm

miał być dzień przed komputerem a skończyło się na tym, że odwiedziłem małe prowincjonalne, pełne rodzinnych wspomnień miasteczko - Lidzbark Welski. Dzień upłynął pod znakiem wielkiego jedzenia ale przy okazji porobiłem trochę zdjęć - tym razem zainteresowały mnie witryny sklepów/zakładów, które w małych miasteczkach są zwykle bardzo barwne.

Lidz4.jpg

Pozostanie zagadką co to są mady i pinka, ja sądze że sklep ten sprzedaje stwory z innej planety :)

Lidz2.jpg

Lidz3.jpg

Lidz1.jpg

May 16, 2008

Przygotowania do wyjazdu

Filed under: Kamerun / Cameroon, Życie powszechne — Szymic @ 6:04 pm

nie wiem jak wy ale ja mam wrażenie, że urlop niewiele ma wspólnego z wypoczynkiem :) Przez przygotowania jestem przeraźliwie zmęczony - bieganie i kupowanie gadgetów, załatwianie szczepień czy też wiz. Sprawa wiz do Kamernu wymaga oddzielnego posta na blogu ale ten post pojawi się dopiero po powrocie. Po dzisiejszym dniu mam wrażenie, że chyba dolecimy do Kamerunu, prawdopodobnie uda się przekroczyć kontrole graniczną i zapewne zobaczyć co niektóre atrakcje. Zupełnie inaczej wygląda sprawa z powrotem do naszego kraju, tu już nie można być pewnym kiedy i czy wrócimy, po przygodach z załatwianiem wiz właściwie można być pewnym że nic nie jest pewne w tym kraju ale na tym polega urok podróżowania. Podróż zaczyna się zwykle już w domu i my już podróż zaczęliśmy.

May 14, 2008

i niedzielny spacer po Gdańsku

Filed under: Życie powszechne — Szymic @ 10:02 pm

Niedziela1.jpg

Niedziela.jpg

May 10, 2008

Sobotni grill

Filed under: Życie powszechne — Szymic @ 7:36 pm

Grill3.jpg

Grill1.jpg

Grill2.jpg

May 8, 2008

Wizyta w radiu

Filed under: Życie powszechne — Szymic @ 7:47 am

Środowy wieczór razem z córką i Marcinem spędziliśmy w dość nietypowy sposób - wzięliśmy udział w audycji radiowej w Radiu Gdańsk. Tematem spotkania było podróżowanie, zresztą co ja tu będę pisał posłuchajcie sami AUDYCJI

Radio3.jpg

Radio1.jpg

Radio2.jpg

May 2, 2008

Historia dworku Sople pisana na nowo przez nowych gości

Filed under: Życie powszechne — Szymic @ 12:46 pm

W miejscu prawdziwym historia zmyślona w deszczowy poranek.

Jak co roku sezon letni rozpoczeliśmy w wiejskiej posiadłości rodowej Karczewskich położonej w urokliwym zakątku byłych Prus Wschodnich.

DSC_0169.jpg

Julia i Maria Karczewskie z prababcią Różą i pradziadkiem Antonim.

DSC_0061.jpg

Poranna kawa w sali kominkowej

DSC_0007.jpg

Wirtuozeria panny Marii wzbudza podziw zgromadzonego towarzystwa

DSC_0022.jpg

Zasłużony odpoczynek w bawialni

DSC_0030.jpg

Maria czuwa nad pracą służby i z sercem angażuje się w sprawy domowe.

Porzadki.jpg

Porzadki1.jpg

Stylizacja & pomysł: Sylwia i Marta

April 24, 2008

Kulinaria

Filed under: Życie powszechne — Szymic @ 8:36 am

obiecuje, że to już ostatni post z takimi zdjęciami, ale prawda jest taka, że ostatnio robiłem mało zdjęć które nadawały się do publikacji na blogu :) Jednak niedługo to się zmieni w związku z naszym wyjazdem do Kamerunu.

Jedzenie3.jpg

Poniżej bakłażany nadziewane pomidorami. Nawet niezłe tylko trochę przesadziłem chyba z czosnkiem.
Jedzenie1.jpg

April 23, 2008

Kamerun to jedziemy / Cameroon we are starting

Filed under: Kamerun / Cameroon, Życie powszechne — Szymic @ 5:09 pm

Bilety kupione, szczepienia zrobione tak więc mogę już oficjalnie napisać już niedługo jadę z Michałem i Krzyśkiem do Kamerunu !! Oczywiście nie będzie łatwo bo okazało się, że w Gdańsku nie ma szczepionki na żółtą febre (szczepienie jest wymagane w Kamerunie) i koledzy którzy tego szczepienia nie mają będą musieli prawdopodobnie pojechać do Szczecina a dodatkowo ‘zdalnie’ załatwiamy wizy przez naszego konsula honorowego w Kamerunie. Codziennie Michał raczy nas ciekawymi wiadomościami (co prawda archiwalnymi) z Kamerunu - ostatnia o zamieszkach w Douli. Co prawda ja osobiście obawiam się bardziej o biegunki co nas niechybnie ‘dopadną’ niż o jakieś zamieszki albo o to że jedzenie nie będzie zbyt dobre (tu warto przeczytać wiadomość z dzisiaj Restaurant owner deceitfully sells dog meat to customers :) ). Z tego wyjazdu wielce się ciesze bo można liczyć na super przygodę i na świetne zdjęcia.

April 15, 2008

Tom Yum party cz.II

Filed under: Życie powszechne — Szymic @ 10:36 pm

TomYam5.jpg

TomYam4.jpg

April 13, 2008

Kolejne zawody judo Alicji

Filed under: Dzieci / Children, Życie powszechne — Szymic @ 3:26 pm

JudoDzieci2.jpg

JudoDzieci1.jpg

April 11, 2008

Tom Yum party

Filed under: Życie powszechne — Szymic @ 9:01 am

TomYam.jpg

TomYam1.jpg


TomYam3.jpg

Bohaterka czwartkowego spotkania - zupa Tom Yum

TomYam2.jpg

April 9, 2008

Nowa kanapa Domeli

Filed under: Życie powszechne — Szymic @ 11:06 pm

Kanapa4.jpg

Kanapa1.jpg

Kanapa2.jpg

Kanapa3.jpg

April 6, 2008

Dania na niedziele

Filed under: Życie powszechne — Szymic @ 2:10 pm

W ramach weekendowej rozrywki zrobiłem dwie rzeczy kurczak w pomidorach oraz smażony camembert. Oprócz ładnego wyglądy dania miały to do siebie, że smakowały w każdym razie Alicja jadła bez protestów.

KurczakWPomidorach.jpg

CamembertSmazony.jpg
Next Page »

Powered by WordPress